Przejdź do menu głównego | Przejdź do treści | Przejdź do wyboru wielkości czcionki | Przejdź do mapy strony | Przejdź do osób | Przejdź do wiadomości | Przejdź do wydarzeń | Przejdź do instytucji | Przejdź do wyszukiwarki wydarzeń |

Kapuściński
Prawda nieprzedawniona. Laudacja przewodniczącego jury Piotra Mitznera dla Katarzyny Kobylarczyk
Reportaż Katarzyny Kobylarczyk „Strup. Hiszpania rozdrapuje rany” – to książka o pamięci i o grobach, ale nie o śmierci. Katarzyna Kobylarczyk pisze o życiu zgęszczonym w żałobie, traumie i determinacji poszukiwań kości ludzi najbliższych.

Ilu Hiszpanów zginęło w wojnie domowej lat 1936–1939, dokładnie nie wiadomo. Powiedzmy, że dwieście tysięcy. Autorce udaje się rozbić liczbę mnogą na pojedyncze przypadki. Przez odtworzone, zwarte w opisie sceny z samej wojny, okoliczności egzekucji, przez portrety ożałobionych (jak powiedziałby Norwid) wdów, przez milczenie wymuszone frankistowskim terrorem aż do dociekliwej krzątaniny pokolenia późnych wnuków, które podjęło się zadania pozornie niewykonalnego – odnalezienia szczątków.

Mając na uwadze, że autorka pracowała nad tą książką dziesięć lat, trzeba docenić, że jej opowieści nie przytłoczyły tysiące faktów, które musiała pracowicie przesiewać, by wydobyć te najbardziej wyraziste. One z kolei prowadziły do dalszych poszukiwań. Szukała w książkach, dokumentach, słuchała uważnie ostatnich świadków i uczestników wielkiej ekshumacji, która trwa w Hiszpanii od połowy lat 70., to znaczy od śmierci dyktatora.

Stała nad wykopami, w których znaleziono szczątki, i w miejscach, w których pozornie nic nie ma. Wystarczy jednak posłużyć się szpadlem czy koparką, by odsłonić poruszony grunt, bo „ziemia pamięta”.

Ponad tymi bezimiennymi grobami cywilów, rozrzuconymi po całym kraju – na polach i w rowach przydrożnych góruje wymyślone przez Franco, wykute w skale mauzoleum zwieńczone gigantycznym, złowrogim krzyżem. To Dolina Poległych. Autorka pisze o niej bardzo drobiazgowo i dzięki temu odczuwamy nieznośny ciężar tego miejsca.

Katarzyna Kobylarczyk jest bardzo dobrą pisarką. Od relacji faktów przechodzi swobodnie do opisu miejsca, do charakterystyki swoich bohaterów i zapisu rozmowy. Wszystkie pisarskie szwy zostają ukryte, a reporterka, cały czas obecna, patrząca, pytająca pozostaje w cieniu. W rytmie zdań słyszymy jej kroki, jej wędrówkę.

Autorka zdaje sobie sprawę z poznawczej i emocjonalnej siły metafory. O jednym z miejsc ukrycia zwłok pisze: „dróżka, która biegła swobodnie w dół stoku, nagle odbija w bok jak spłoszony koń, bo ludzie (…) od dawna nie chcieli chodzić dalej prosto”.

Katarzyna Kobylarczyk zapisuje i w widocznych miejscach cytuje zdania, które powinny wbić się w nasze myślenie o tego rodzaju dociekaniu prawdy: „oni wszyscy są moimi ojcami”, „te groby nie są martwe”, „Czytający z Kości”, „prawda nigdy się nie przedawnia”.

To nie jest książka o wojnie domowej w Hiszpanii, nie zmusza nas do wyborów ideologicznych. „Strup” to reportaż o szukaniu prawdy, która nie jest dana raz na zawsze, ale pojawia się na przykład wtedy, gdy w mauzoleum pełnym kości spotykają się synowie zamordowanych – jednemu zabili ojca faszyści, drugiemu – republikanie. Razem schodzą do wilgotnej krypty. Autorka zdaje relację, nie komentuje.

Książka Katarzyny Kobylarczyk jest dla nas, ale nie o nas. Analogie do polskich rozliczeń z historią i polskich ekshumacji nie są najważniejsze. Więcej możemy z niej skorzystać, jeśli przyjmiemy, że mówi nam o Innych, czy są to Hiszpanie, Chilijczycy czy Rosjanie, którzy borykają się ze swoją pamięcią historyczną – wbrew polityce historycznej. Jeśli dzięki takiej książce jak ta, lepiej zrozumiemy Innych, lepiej też zrozumiemy samych siebie.

Piotr Mitzner