Przejdź do menu głównego | Przejdź do treści | Przejdź do wyboru wielkości czcionki | Przejdź do mapy strony | Przejdź do osób | Przejdź do wiadomości | Przejdź do wydarzeń | Przejdź do instytucji | Przejdź do wyszukiwarki wydarzeń |

Kapuściński
Głód
Martín Caparrós

z hiszpańskiego przełożyła Marta Szafrańska-Brandt
Wydawnictwo Literackie
, Kraków

Półtora holocaustu rocznie
Uderzająca jest wielotorowa konstrukcja tej książki, jej rozmach, dynamika. Caparrós przebiega historię społeczeństw „powstałych z lęku przed pozostaniem bez jedzenia”. Równocześnie pokazuje, jak żyją dziś ludzie w światowych centrach głodu. Chodzi nie tylko o to, jaki jest świat, ale może przede wszystkim o to, jak o nim myślimy, uznając się za „cywilizację bez przyszłości”. Na gruzach dawnych ideologii powstaje współczesny maltuzjanizm – zgoda na to, że „zbędni ludzie” zostaną „wyeliminowani”. Doprowadzając czytelnika na skraj beznadziei, Caparrós dokonuje desperackiego rzutu w przyszłość, w poszukiwaniu nieistniejącej idei, która potraktuje głodnych („półtora holocaustu rocznie”) jak nowy proletariat. Czy to będzie początek nowej, nieznanej ideologii?
Tadeusz Sobolewski

Martín Caparrós

Martín Caparrós
(ur. 1957, Buenos Aires) – jeden z najważniejszych autorów latynoamerykańskich (ma polskie korzenie). Mieszkał w Paryżu, gdzie studiował historię, w Nowym Jorku i w Madrycie. Pracował jako dziennikarz prasowy, radiowy i telewizyjny, a także był redaktorem naczelnym kilku magazynów. Tłumaczył Woltera, Szekspira i Queveda. Obecnie pisze dla “El Pais” i “New York Times”. Od 1984 r. opublikował ponad trzydzieści książek – powieści oraz non-fiction – przetłumaczonych na wiele języków. W Polsce w 2008 r. nakładem Świata Książki w przekładzie Teresy Tomczyńskiej ukazała się, wyróżniona Premio Planeta Argentina, powieść „Tajemnica markiza de Valfierno”, nawiązująca do kradzieży Mona Lisy z Luwru w 1911 roku. Jest laureatem licznych nagród, m.in. Premio Rey de España de Periodismo, Premio Planeta i Premio Herralde de Novela. Za „Głód” został nagrodzony Premio Internacional de Ensayo Caballero Bonald (Hiszpania) i Premio Internazionale Tiziano Terzani (Włochy).

Marta Szafrańska-Brandt

Marta Szafrańska-Brandt
(ur. 1958) – absolwentka iberystyki na Uniwersytecie Warszawskim, laureatka Nagrody Instytutu Cervantesa za Tłumaczenie Literackie („Listy do młodego pisarza” Mario Vargasa Llosy, wyd. Znak, 2012). Wśród tłumaczonych przez nią autorów są m.in.: Fernando Vallejo, Roberto Bolaño, Bernhard Schlink.
Interesuje się przekładem poetyckim, zwłaszcza poezji klasycznej (poeci średniowiecza i baroku w antologii pod red. J. Strasburgera, mistycy – św. Jan od Krzyża i św. Teresa z Ávila). W 2017 roku ukażą się w jej tłumaczeniu rozważania o „Pieśni nad Pieśniami” św. Teresy. Równie chętnie tłumaczy literaturę dziecięcą oraz non-fiction – w końcu „wszystko jest literatura”.

Porywa, wstrząsa, drażni

Olga Stanisławska
O „Głodzie” Martina Caparrósa w przekładzie Marty Szafrańskiej-Brandt pisze jurorka Olga Stanisławska

Martin Caparrós stworzył dzieło o niezwykłym rozmachu – przechodzące od reportażu do osobistej refleksji, od analizy ekonomicznej do filozoficznego eseju. Zabiera nas nie tylko do Nigru czy Indii, ale i do swojej ojczystej Argentyny, a nawet do ubogich dzielnic USA. Głód, pamiętajmy, nie jest bowiem tylko spektakularną katastrofą, wynikiem nagłych susz i wojen. Jest codziennym, nieodstępnym towarzyszem 800-900 milionów osób na świecie. Odbiera im siły, wyrywa im z ramion dzieci. Co rok zbiera miliony ofiar.
Caparrós potrafi słuchać i głosy ludzi dotkniętych głodem wybrzmiewają w jego książce w wyjątkowy sposób. Powoli zaczynamy też lepiej rozumieć mechanizmy tej hekatomby. Wizyta na giełdzie w Chicago nie pozostawia złudzeń. Głód będzie jeszcze narastać. Czas skończyć z wiarą, że planeta produkuje za mało jedzenia - problem stanowi jego dystrybucja. I cicha zgoda na taki model świata nas wszystkich, którzy jemy dosyć.
Caparrós pisze z ogromną pasją, ale i dbałością o precyzję słów, którą po polsku oddała Marta Szafrańska-Brandt. Ta książka porywa, wstrząsa, drażni. Nie sposób czytać jej obojętnie i o to właśnie autorowi chodzi. Pytanie, jakie pragnie nam zadać, jest bowiem wyjątkowo istotne. Szalone, ale i nieodzowne. To pytanie o moralne podstawy naszego świata i o możliwość nowej, globalnej idei, która zmieniłaby los „ludzkości.”

Olga Stanisławska

Tłumacz, aż wytłumaczysz…

Marta Szafrańska-Brandt o pracy nad przekładem "El hambre" Martína Caparrósa

Najpierw należało pokonać mozół faktów i cyfr. Teorie, dane, źródła i cytaty do sprawdzenia (łącznie z Maltusem i Grzegorzem z Tours), dziesiątki nazwisk, o które można się potknąć. Prezes Banku Światowego, Robert Zoellick – może przez dwa –ll? Sławni ludzie urodzeni w Chicago: jeśli Vincent Minelli (zamiast Vincente Minnelli), to może i Hillary Clinton też jest z literówką? (I skąd tu Obama? Czy Obama nie jest z Honolulu?).

Przez 25 lat byłam etatowym redaktorem. Tłumaczenie to najpierw rzemiosło, rzetelność przekazu. I czujność. Hus (dlaczego: Huss?) – heretyk „checoslovaco” – został spalony podczas soboru w Konstancji. Więc skąd w książce rok 1421? A „góra Tabor” – w Czechach! – zamiast nazwanego tak przez husytów miasta Tabor?

Autor przemierza tyle krajów, zahacza o tyle spraw, przywołuje tyle realiów, smaków. Wszystko trzeba obejrzeć, sprawdzić. (Ryż taki, siaki – kursywą czy może to już znana potrawa?).

Nie sposób orientować się w każdej dziedzinie. Mam dużą rodzinę. Znajdzie się ktoś, kto skontroluje relację energii elektromagnetycznej światła i chlorofilu, uściśli opis metabolizmu i kwashiorkoru – albo przeliczy tony śmieci („W Buenos Aires?, dziesięć ton dziennie? Ile my sami wynosimy na śmietnik! U nich będzie z tysiąc ton. I jakie dwieście wagonów? Jeśli w wagonie mieści się koło pięćdziesięciu ton… – to prędzej dwadzieścia wagonów śmieci!”).

Ale to wszystko nic wobec ludzi – bohaterów reportażu – ich mowy, zachowań. Ostatecznie to ja nadaję ich słowom ton. Nyankuma: miałoby ją rozgniewać (rozzłościć?, zdenerwować?, zirytować? – enojar) odkrycie, że jej mąż już ma inną żonę? Nyayiyi – obawia się (spodziewa? – „myśli” – z jaką dozą pewności?), że córeczka „może umrze” (chyba umrze?, pewno umrze? – quizá se muera). Wdowa Aruthi kwituje wzgardą pytanie o to, czy ona i jej towarzyszki nie są głodne: „– Gdzie lepiej przyjmą śmierć (umrą lepiej? – se van a morir mejor) niż tutaj, tak blisko Kryszny?”.

Oddać po polsku język nawiedzonej ewangelizatorki w Chicago, knajacki żargon wyrostka z Buenos Aires, nieporadne, oszlifowane przez lokalnego tłumacza odpowiedzi niepiśmiennych kobiet. Wyrazić ich smutek, ich dumę, ich lęki. Jakoś to przetłumaczyć. Wytłumaczyć...

Autor wspomina (w całej książce, tak twardej, ten akapit brzmi nieoczekiwanie miękko) o swojej prababce Gustavie przed wywózką do Treblinki. Zastanawia się, czy se desesperó. „Wpadła w rozpacz”? A może: „straciła nadzieję”? To ja mam określić jej odczucia!

Patrzę na krótkie zdanie na pierwszej stronie okładki. Una canallada, mocne słowo. Łajdactwo? (wyraźnie wskazuje na sprawcę), świństwo? (zatrąca o zwykłą nieprzyzwoitość), niegodziwość? (odwołuje się do zmysłu moralnego), obrzydliwość? (zanadto fizyczne, dotykające zmysłów), draństwo? (ach, czyli w sumie coś do wybaczenia – przecież: „zimny drań”). Więc podłość.

Dziwić się, że przy takich decyzjach dreszcz przebiega po plecach?

Marta Szafrańska-Brandt

Książka

Głód
Martín CAPARRÓS

z hiszpańskiego przełożyła Marta Szafrańska-Brandt

Wydawnictwo Literackie, Kraków