Przejdź do menu głównego | Przejdź do treści | Przejdź do wyboru wielkości czcionki | Przejdź do mapy strony | Przejdź do osób | Przejdź do wiadomości | Przejdź do wydarzeń | Przejdź do instytucji | Przejdź do wyszukiwarki wydarzeń |

Nagroda Literacka
"Warszawski twórca" - laudacja na cześć laureata
Uroczysta gala 11. Nagrody Literackiej m.st. Warszawy
Przedstawiamy treść laudacji na cześć Ernesta Brylla uhonorowanego specjalnym tytułem Warszawskiego Twórcy w 11. edycji Nagrody Literackiej m.st. Warszawy, wygłoszonej przez Janusza Drzewuckiego podczas uroczystej gali w Teatrze Studio.

Jest poetą, ale nie tylko poetą, bo przecież także prozaikiem i dramaturgiem, autorem musicali, oratoriów, telewizyjnych widowisk i filmowych scenariuszy, współtwórcą gatunku estradowego określanego mianem „śpiewogra”, a na dodatek jeszcze autorem piosenek, które wykonywali: Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski, Łucja Prus, Halina Frąckowiak i Krystyna Prońko, mało tego: Jerzy Połomski, Czesław Niemen i Marek Grechuta, a także zespoły: Skaldowie, 2 plus 1 oraz Myslowitz. A przecież to także jemu zawdzięczamy przekłady utworów: Otara Ioselianiego, Ludwika Aszkenzego, Vítĕzslava Nezvala, Szymona An-skiego, Anthony’ego Cronina, wreszcie kilka zbiorów poezji irlandzkiej. z których najgłośniejsze to przygotowane (gwoli ścisłości) wraz z panią Małgorzatą Goraj, antologie „Miodopój”, „Irlandzki tancerz” oraz „Eire, wiersze irlandzkie”.

Ale nade wszystko jest poetą. I to nie byle jakim poetą w kraju, który wydaje się być ojczyzną poetów. I jako taki przemawia zarówno w swoim imieniu, a tym samym w imieniu pojedynczego człowieka i obywatela jak i w imieniu społeczeństwa, a bywa, że i w imieniu narodu.

Tak, Ernest Bryll nigdy nie bał się i nie boi się do dzisiaj akcentować tego – zdawałoby się oczywistego faktu – że mówi do nas z polskiej perspektywy, z perspektywy Polaka przełomu XX i XXI wieku. Nawet jeśli zabrzmi to górnolotnie, muszę to powiedzieć: jako pisarz towarzyszył swojemu narodowi i swojemu krajowi –– w takich utworach scenicznych, jak: „Na szkle malowane”, „Wołaniem wołam cię”, „Zagrajcie nam dzisiaj wszystkie srebrne dzwony”, „Kolęda Nocka”, „Wieczernik”, a nadto: „A kto się odda w radość” oraz „Wołał nas Pan”, w dramatach „Rzecz listopadowa” czy „Kurdesz”, w opowiadaniach i powieściach ogłoszonych w książkach „Ojciec”, „Gorzko, gorzko”, „Drugi niedzielny autobus”, wreszcie w poezji, poczynając od debiutanckiego zbioru „Wigilie wariata” z roku 1958, przez „Sztukę stosowaną” i „Mazowsze”, przez „Rok polski” i „Pustą noc”, po „Golgotę Jasnogórską” i „Pod wieżą zakochanych”. Wymieniając te tytuły, dodaję: tylko niektóre tytuły jego książek, myślę sobie, że najlepszą laudacją poświęconą temu pisarzowi mogłaby być po prostu odczytana głośna bibliografia jego utworów, jego dzieł.

Zastanawiając się nad miejscem Ernesta Brylla w panoramie literatury polskiej, trzeba pamiętać, że jest on przedstawicielem tzw. pokolenia „Współczesności”, które zadebiutowało na fali przemian, jakie dokonały się po październiku 1956 roku, a do którego to pokolenia zaliczamy m.in. Stanisława Grochowiaka, Jerzego Harasymowicza i Andrzeja Bursę, Marka Hłaskę, Marka Nowakowskiego i Mirona Białoszewskiego. Jego miejsce w hierarchii polskiej literatury jest między nimi. Przyznając Nagrodę Literacką m. st. Warszawy w kategorii „Warszawski Twórca”, mamy świadomość, że nagradzamy oto pisarza, który ma swoje niezaprzeczalne miejsce w historii naszego piśmiennictwa artystycznego, a jednocześnie cieszymy się, że żyje między nami (a my obok niego), że ciągle pisze, że możemy go czytać, co tu wiele gadać – zachwycać się jego wierszami, wersami, obrazami, metaforami.

Będąc poetą polskim, tworząc w języku polskim, a zatem, warto przypomnieć, w języku Jana Kochanowskiego, Adama Mickiewicza, Jana Kasprowicza, autor „Gołębia pocztowego” nie pisze wcale tego, co chcielibyśmy usłyszeć, tego mianowicie, że jako społeczeństwo, jako naród jesteśmy niezłomni i niezwyciężeni, krótko mówiąc najlepsi. Mówi nie tylko to, co chcielibyśmy usłyszeć, ale także to, co jako Polacy nie chcemy słyszeć. Mówi nam prosto w oczy, że nie jesteśmy najlepsi, a jeśli nawet, to tylko niekiedy, to czasami i przez chwilę. Ten poeta ma odwagę mówić nam prawdę nieprzyjemną, prawdę niewygodną, prawdę wstydliwą czy też zawstydzającą, ale jednak prawdę. To od nas samych zależy, czy zechcemy tę prawdę usłyszeć, zrozumieć, zaakceptować. Inaczej mówiąc: zastanawiając się i definiując w swojej twórczości co to znaczy być Polakiem, Ernest Bryll zastanawia się jednocześnie ile jest w Polaku… człowieka. Oto on: poeta z powołania, poeta z krwi i kości, poeta z bożej łaski – pan Ernest Bryll.

Janusz Drzewucki