Przejdź do menu głównego | Przejdź do treści | Przejdź do wyboru wielkości czcionki | Przejdź do mapy strony | Przejdź do osób | Przejdź do wiadomości | Przejdź do wydarzeń | Przejdź do instytucji | Przejdź do wyszukiwarki wydarzeń |

Miasto Stołeczne Warszawa

Dziesiątki miejsc na poranne spacery

Instytucje


Bułhakow na opak… wymłócony
 plakat spektaklu
plakat spektaklu
Teatr Rampa. "Mistrz i Małgorzata". Tydzień po premierze.
W takiej Moskwie, wyobraźcie sobie Państwo, żyją Ruscy, sprośni i wulgarni, jak to Ruscy. Nagle zjawia się między nimi szatan w typie Ferdynanda Kiepskiego, rechocze, ryczy i rubaszny jest niczym podpity kołchoźnik, co dowodzi jego szatańskiej zdolności do wczuwania się w ogólną atmosferę odwiedzanego miejsca na ziemi. W zasadzie nie wiadomo, kto jest głównym bohaterem, chyba grupa literatów i szefowie teatru Varietes, tak zwani ludzie kultury – ale co u nich za kultura, skoro tylko chleją, tarmoszą się z babami i klną jak szewcy.
Idźmy jednak dalej w Moskwę z Mistrzem i mistrzem Bułhakowem pod rękę. Iwan Bezdomny podobno podpalał cerkwie, co wypomina mu profesor Strawiński, czołgając się pod jego łóżkiem i błaznując. Zresztą diabli wiedzą, czy to profesor czy Korowiow, bo wszyscy grają w tym spektaklu wszystkich po kolei i prawdę mówiąc bez wódki „nie rozbierzesz”, czy wchodzi listonoszka czy wiedźma. Jeszua Ha Nocri przesłuchiwany przez Piłata sam się oskarża o działalność antypaństwową, zaś kluczowe dla powieści rozterki rzymskiego procuratora przypominają tu miotaninę faceta, który dostał petenta na pięć minut przez zakończeniem dnia pracy, a przecież spieszy mu się na wódkę. Nie wiadomo więc, czemu potem ten Jeszua gada coś o tchórzostwie? Na refleksje nie ma jednak czasu, bo gdy nie ryczą aktorzy, ryczy muzyka, a z szafy wyskakuje wesołe trio wypożyczone z radzieckich filmów muzycznych z lat trzydziestych, które w najmniej oczekiwanych momentach wyśpiewuje kawałki niezwiązane z niczym, a już z akcją przedstawienia najluźniej.
Dodajmy z kronikarskiego obowiązku, że ruch sceniczny nowatorsko zastąpiono bieganiem po scenie z meblami na kółkach, zaś środki wyrazu artystycznego – wrzaskiem, co pewnie się jakoś tłumaczy, skoro widownia w Rampie jest spora, trzeba zadbać by wszystko usłyszano nawet w najdalszych rzędach.
Jeśli w recenzji z przedstawienia teatralnego pojawi się sformułowanie, że ze sceny „k...wy” lecą jak skowronki, zażenowanie czytelnika będzie tyleż spodziewane, co zrozumiałe. Jednakże skoro lecą gęsto, czemu o tym nie napisać szczerze i po proletariacku, tak jak szczerze i po proletariacku przełożono bułhakowoskie mądralowanie i filozoficzne niuanse przez kolano i wymłócono z tego knajacki wodewil zrobiony przez prostaków dla palantów. A może na odwrót.
Mam nadzieję, że mistrz Michaił Afanasjewicz Bułhakow, gdziekolwiek obecnie przebywa, nadal ma wyśmienite kontakty z Szatanem i nakłoni go by wysłał umyślnego diablika z misją spalenia tej zhańbionej sceny, tak jak zgorzały Dom Gribojedowa i mieszkanie przy ulicy Sadowej i jak powinien spalić się ze wstydu reżyser tego dzieła.
Dyrekcji teatru doradziłbym opatrzenie spektaklu adnotacją: „Dozwolone od lat 18.” Bynajmniej nie ze względu na wulgaryzmy. Po prostu istnieje szansa, że widz pełnoletni miał już szansę przeczytać „Mistrza i Małgorzatę” i spektakl ów nie dokona nieodwracalnych spustoszeń w jego przyszłych kontaktach kulturalnych. Trudno bowiem uwierzyć, że po obejrzeniu panoptikum w Rampie, ktoś zechciałby jeszcze sięgnąć po książkę.
Chociaż, może i sięgnie, bo przecież – jeśli wierzyć Michaiłowi Afanasjewiczowi – Trzeba przyznać, że wśród inteligentów także trafiają się wyjątkowo mądrzy ludzie, nie da się temu zaprzeczyć…
Marcin Przewoźniak