Miasto Stołeczne Warszawa

Dziesiątki miejsc na poranne spacery

Wydarzenia

Osoby

Krzysztof Rozner
Krzysztof Rozner
dziennikarz, tłumacz
Sardynki na trapezie – katharsis w Théâtre de la Licorne
ptaki z Théâtre de la Licorne
Kto jeszcze nie zdążył w niedzielę, niechaj w poniedziałek, 15 września – biegnie w te pędy! Koniecznie! Dokąd? Do klubu Palladium przy Złotej 9, gdzie jeszcze tylko dziś (o godz. 18:00) przepięknej urody przedstawienie "Pogromcy dzikich zwierząt" prezentuje warszawiakom (w ramach trwającego 4. Festiwalu Warszawskiego SKRZYŻOWANIE KULTUR) francuski Théâtre de la Licorne.
Spektakl „Bestiare Forain” przenosi w nadrealną, celowo zdeformowaną cyrkową rzeczywistość rodem ze średniowiecznych placów, rynków małych miasteczek, gdzie na jeden jedyny wieczór „zaszczyca” nas mrożącym krew w żyłach przedstawieniem wędrowna trupa artystów „po przejściach”, z wyraźnym bagażem lat i doswiadczeń. Oni to, karykaturalni – i śmieszni, i straszni – poskramiają ku naszej ucieszcze stwory realne i odrealnione zarazem, niby takie same jak w rzeczywistości, a przecież dziwaczne, z lekka wynaturzone, jakby „niepełne”. Na pozór groźne, przy bliższych zaś oględzinach budzące jeśli nie sympatię, to czułe współczucie. Truchlejemy, by nie spadła z liny gigantyczna modliszka, nie uciekamy przed przepołowionym rekinem karmionym mikroskopijną jak na jego apetyt rybką, kibicujemy wyścigom formuły raczej już nie pierwszej, w których startują szkieleciki jakowychś gęsio-psów, kruko-kotów i tym podobnych szkaradzieństw. Wciska w fotel pojawienie się rozjuszonego jednorożca, zachwyca balet pląsającego rumaka (przypuszczalnie wychudzonego kuzyna Rosynanta), budzi napięcie (aż po końcową euforię!) numer bodaj najdowcipniejszy – akrobacje Rodziny Sardynek na miniaturowym trapezie! A wszystkie te stworzenia duże i małe widzów i dużych, i małych urzekają plastyczną wizją, przykuwają ciekawość jakby prześwietloną przez Roentgena anatomią, intrygują sposobem poruszania się. Obrazy Théâtre de la Licorne tworzone barwą i dźwiękiem, plastyczną kompozycją i maską kryjącą twarz aktora, choć rysowane kanciastym gestem, dosadne w dosłowności, grają na strunach wyobraźni, pozwalają bezpiecznie obłaskawić, jak mówił Mały Książę „oswoić”, zwierzęcy świat. Zrewidować nasze względem tego świata obawy i uprzedzenia. Ekwilibrystyczne popisy ukrytych pod kostiumem, perfekcyjnych w każdym ruchu i budowaniu dowcipnej grozy, francuskich aktorów ułatwiają ten proces w stopniu znakomitym.
„Momenty były?” – pytał koleś w pamiętnym radiowym cyklu „Powtórka z rozrywki” kumpla streszczajacego mu obejrzany film. „A jak!” – rzucał w zachwycie podekscytowany opowiadacz. Na „Pogromcach dzikich zwierząt” również momentów nie brakowało: Treser strzela z bata, zapadają egipskie ciemności. – „Mamo, ja się boję…” – słychać szczere wyznanie kilkuletniego widza, który za chwilę, wespół z pozostałą publiką, ogląda w zachwycie balet świetlików, reagujących na kolejne strzały bicza tnącego powietrze. Strach – rzecz ludzka, a jego oczyszczająca moc w teatrze (w przeciwieństwie do większości filmowych horrorów) ma zbawienne, dowiedzione przez medyków, wpływy na naszą psychiczną równowagę. Nie obawiajcie się Państwo o zdrowie. La Licorne (w średniowiecznych legendach jednorożec), przymrużając oko, straszy z umiarem. A jeśli chodzi o powtórki – oby odwiedzał nas jak najczęściej.
Krzysztof Rozner

Facebook