Przejdź do menu głównego | Przejdź do treści | Przejdź do wyboru wielkości czcionki | Przejdź do mapy strony | Przejdź do osób | Przejdź do wiadomości | Przejdź do wydarzeń | Przejdź do instytucji | Przejdź do wyszukiwarki wydarzeń |

Miasto Stołeczne Warszawa

Dziesiątki miejsc na poranne spacery

Instytucje


Dwudziestowieczni Europejczycy zatrzymani w obiektywie
Dziennik, str. 23, 15-10-2008, autor: Bogusław Deptuła
SZTUKA i ZNAKOMITA WYSTAWA FOTOGRAFII HENRI CARTIER-BRESSONA W KRÓLIKARNI

Nie ma większej gwiazdy XX-wiecznej fotografii niż Henri Cartier-Bresson. Zrobił 700 tys. zdjęć, w tym dziesiątki arcydzieł. Część z nich możemy obejrzeć w warszawskiej Królikami.

Wystawa "Europejczycy" to zbiór stu kilkudziesięciu czarno-białych fotografii robionych od początku lat 30. aż po lata 70. To kronika kontynentu tworzona może nieco przypadkowo, ale przypadek jest niezwykle ważnym czynnikiem naszego świata.
Powiedzieć, że Cartier-Bresson stworzył własny styl, to nie powiedzieć nic. On ten swój styl narzucił całemu fotograficznemu światu. Stworzył także teorię decydującego momentu, czyli chwili, w której należy zrobić zdjęcie. Brzmi to nader niewinnie i prosto, lecz proste nie jest. Jednak gdy oglądamy jego prace, zdaje się to najzupełniej naturalne. Wszyscy piszący o jego sztuce podkreślają malarski wprost sposób komponowania fotograficznych kadrów, w których panują wielka równowaga i pełna harmonia kompozycyjna. Jako dowód przytacza się malarskie studia fotografa uznanego kubisty Andre Lhote'a, czego swoistym zwieńczeniem ma być także porzucenie pod koniec życia aparatu na rzecz ołówka i pędzla Może i tak, choć malarzem i rysownikiem był Cartier-Bresson ledwie poprawnym, a fotografem genialnym.

"Europejczycy" są cyklem niezwykle różnorodnym. W tych zdjęciach nie ma jednego sposobu fotografowania. Czuć za to poddanie się chwili, najpewniej owemu słynnemu decydującemu momentowi. Raz bowiem powstaje portret, raz pejzaż, raz scena rodzajowa. Czasem najważniejsze jest światło, czasem ruch, czasem twarz albo inna niezwykła forma. Jedno jednak jest zaskakujące - portrety są tu w zdecydowanej mniejszości, te bowiem zostały raczej włączone do innego cyklu "Tete a tete", czyli "Twarzą w twarz".

Cartier-Bresson jest mistrzem zdjęcia jednostkowego, niepowtarzalnego. Tylko w tym jednym jedynym momencie mogło powstać takie właśnie ujęcie i jemu udało się tego wielokrotnie dokonać. Nie bez znaczenia dla całej fotograficznej odrębności było spotkanie z aparatem firmy Leica. To był przełom. Mała, łatwa w obsłudze leica otworzyła fotografowi nowe możliwości. Z jej pomocą można było fotografować z ręki, bez namysłu, spontanicznie. W przypadku zaś Cartier-Bressona może lepiej powiedzieć: instynktownie, bo instynktu odmówić mu niepodobna.

Jego kadry możemy uznać za bezbłędne. Pewnie każdy wybierze inne zdjęcie jako swoje ulubione, ale z całą pewnością na jednym się nie skończy. Może doczekamy się kolejnej wystawy Cartier-Bressona, na której pokazane zostaną jego portrety, których był wielkim mistrzem. I podobnie jak w przypadku "Europejczyków" wiele z nich to absolutne arcydzieła gatunku.