Patty Diphusa, postać stworzona przez hiszpańskiego reżysera Pedro Almodovara pierwotnie pomyślana była jako alter-ego autora. Stała się bohaterką pisanych przez niego felietonów - publikowanych w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia w tygodniku „La Luna”. Nazywano ją też bardziej wulgarnym i mniej patetycznym wcieleniem Holly Golightly ze "Śniadania u Tiffany’ego". Po latach Pedro Almodovar przestał traktować Patty jako swoje alter-ego, ale nie przestał jej kochać. Dowodem tego jest warszawskie przedstawienie, w którym Ewa Kasprzyk wciela się w rolę drapieżnej, czasem sentymentalnej, ale zawsze prowokacyjnej gwiazdy porno. Almodovar nigdy nie godził się na wystawienie tych tekstów w teatrze. Ale Ewa Kasprzyk, która o zagraniu Patty marzyła, wspólnie z autorem adaptacji, Remigiuszem Grzelą, przekonała wielkiego Pedro do zrobienia wyjątku. Amatorskie w gruncie rzeczy próby pozyskania praw autorskich do zakazanego tekstu przypomniały Pedro Almodovarowi czas, kiedy wspólnie z bratem zakładał firmę produkującą filmy. Ich wytwórnia początkowo mieściła się w kartonie. Po prawie dwóch latach wypierania się Patty Diphusa, Pedro Almodovar na nowo zaczął ją kochać. Ewa Kasprzyk założyła malinową perukę i wspólnie z reżyserką Martą Ogrodzińską stworzyły postać będącą archetypem Almodovarowskiej kobiety. Podczas swojego krótkiego pobytu w Polsce Pedro Almodovar spotkał się z twórcami spektaklu, wyraził wdzięczność za poświęcenie mu tak wielkiej uwagi i zapowiedział swoją obecność na jednym ze spektakli w Teatrze Polonia. Być może właśnie siedzi gdzieś na widowni…
premiera: 21.09.2006
źródło: www.teatrpolonia.pl