Przejdź do menu głównego | Przejdź do treści | Przejdź do wyboru wielkości czcionki | Przejdź do mapy strony | Przejdź do osób | Przejdź do wiadomości | Przejdź do wydarzeń | Przejdź do instytucji | Przejdź do wyszukiwarki wydarzeń |

Miasto Stołeczne Warszawa

Dziesiątki miejsc na poranne spacery
Teatr Wielki-Opera Narodowa – trzęsienie ziemi i krew na szybach?
 kwadryga na frontonie Teatru Wielkiego
kwadryga na frontonie Teatru Wielkiego
„Co jest grane?” – pytali się wzajem reprezentanci mediów, zgromadzeni na konferencji prasowej w przeddzień inauguracji nowego (2008-2009) sezonu artystycznego w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej. „Gram w to, w co wygrywam” – deklarował przed laty bohater jednego ze skeczy w Kabarecie pod Egidą. Nie wiadomo, czy dyrekcja największej (gabarytowo) sceny w Europie jest dziś w stanie pozwolić sobie na podobne stwierdzenie. Medialne pogłoski i wieści z ostatnich dni i godzin o ewentualności rychłych zmian u steru TW raczej przemawiały za wielce prawdopodobnym, innym od wygranej rezultatem.

Dyrektorzy Pietkiewicz i Znaniecki odnieśli się do medialnego szumu ze spokojem stoickim. Dzierżąc w dłoni pachnącą świeżuteńką farbą „Kronikę sezonu 2007/08”, Pietkiewicz przytoczył słowa Marka Twaina, że „najważniejsza jest prawda”. – „Oceniając działania teatru – kontynuował wypowiedź – trzeba mówić o prawdzie najprawdziwszej, czyli o tym, co działo się na scenie”. Szkopuł w tym, że oceny wystawiane naszemu flagowemu teatrowi operowemu różnią się dość od subiektywnej oceny Pietkiewicza, który obejmując w sierpniu 2006 r. dyrekcję TW zaznaczał, iż swoją wizję tejże sceny będzie mógł „zrealizować w pełni dopiero w sezonie 2007-2008”. Ostatnie dwa lata, w tym miniony sezon, nie należały jednak do najchlubniejszych – była i wybuczana „Iwona Księżniczka Burgunda”, i trącący kiczem „Cyrulik Sewilski”, i zjechani przez krytykę „Krakowiacy i Górale”. Pietkiewicz jako obronną armatę wytoczył statystyki „obłożenia widowni”, bo przecież ta „głosuje nogami”, wykupując bilety. Ale czy w przypadku instytucji artystycznej ilość automatycznie przekłada się na jakość? Przytaczanych, nie budzących zastrzeżeń, zasług w działalności edukacyjnej, ukazującej młodym widzom teatralną machinę i „oswajającej” ich ze sztuką, negować nie sposób. Jednak teatr oprócz edukacji winien dawać widzom przede wszystkim produkt artystyczny. Produkty, owszem, były – niekoniecznie wysokich lotów, a i nie pierwszej świeżości. Na 1 października w Wielkim planuje się wielką Galę Otwarcia...

Michał Znaniecki, przyznając, że „już sam budynek teatru (Wielkiego) przestrasza wyglądem” (?), roztoczył panoramę repertuarową na sezon 2008-2009. Wprawdzie „w spadku” z planów poprzedników pozostała „Hrabina”, ale dzięki Laco Adamikowi teatr ma pokazać „Moniuszkę świeżego i pełnego życia”. Znaniecki chciałby „zaprosić do współpracy reżyserów młodych, niebezpiecznych, którzy mogliby nawet spowodować trzesienie ziemi. TW nie jest wprawdzie gmachem dla debiutantów, ale ci, którzy już coś zrobili, mogą się tu wiele nauczyć”. Pozostaje nieśmiała kwestia, kto miałby nauki te sfinansować?.. Dyrektor artystyczny, zarazem inscenizator z wieloletnim zagranicznym doświadczeniem twierdzi na szczęście, że „muzyka kastruje reżysera, który nie chce się jej poddać, chcąc z nią walczyć”, toteż stawia bardziej na pewniaków. Udało się namówić Roberta Wilsona, by nie gdzie indziej, a w Warszawie zrealizował „Fausta” Gounoda (przymierza się do tego dzieła po raz pierwszy), pojawi się „Tristan” Wagnera w choreografii Krzysztofa Pastora, wreszcie wyreżyserowana przez Krzysztofa Warlikowskiego „Medea” Cherubiniego (inscenizacja Theatre de la Monnale w Brukseli). W warszawskiej wersji „Medei” – jak zapowiedział Znaniecki – widz ma doznać wrażeń niecodziennych, chwytów niekonwencjonalnych, m.in. – ujrzeć ”krew na szybach”. Dla siebie jako reżysera pozostawił „Trubadura” Verdiego – „dość trudnego, by zrobić go wiarygodnie, a nie jako ramotkę”. Czy zdąży?

Przeciek poszedł… Kandydaci, którzy mieliby wymienić obecną dyrekcję TW to Mariusz Treliński (dyrektor artystyczny) i Waldemar Dąbrowski (dyrektor naczelny). Obaj zresztą już tu, w swoim czasie, dyrektorowali.

Nie tak dawno nie w sztuce, ale w polityce, która przecież jest sztuką, przydarzyło się kuriozalne rozwiązanie, skomentowane przez prasę wymownym: „Wychodzimy, czyli zostajemy”. „Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki…” – wyrwało się Platonowi. Też wielkie coś! Jak widać na przykładzie Teatru Wielkiego, jego aktualnych i byłych dyrektorów, wydaje się to absolutnie wykonalne.

Krzysztof Rozner