Przejdź do menu głównego | Przejdź do treści | Przejdź do wyboru wielkości czcionki | Przejdź do mapy strony | Przejdź do osób | Przejdź do wiadomości | Przejdź do wydarzeń | Przejdź do instytucji | Przejdź do wyszukiwarki wydarzeń |

Miasto Stołeczne Warszawa

Dziesiątki miejsc na poranne spacery

Instytucje

Klub Księgarza
stowarzyszenie

„Konrad” i Antek w jednej stali chacie – książkowa opowieść Gogolewskiego
 I.Gogolewski (z M.Czechowiczem) jako Antek Boryna w serialu \"Chłopi\" (1973)/
I.Gogolewski (z M.Czechowiczem) jako Antek Boryna w serialu "Chłopi" (1973)/
Artysta, oddzielony od postaci prywatnej, albo artystą jest – albo nie ma o czym mówić. Odarty z sensacji i pogłosek, plotek i pomówień kolorowych pisemek, tabloidów i lakierowanych periodyków nastawionych na sensacyjny news, pozbawiony gęby przyprawianej przez żarłoczne media – dopiero taki wart jest analizy albo niewart uwagi. Gogolewski (w apogeum swej popularności, zapewne byłby bohaterem nieschodzącym z okładek i łamów) ktokolwiek śmiałby sądzić inaczej – jest artystą.

Znakomity aktor w obszernej rozmowie z dziennikarką-teatrologiem Jolantą Ciosek, rozmówczynią trudną, wymagającą i w dociekaniach nieustępliwą, relacjonuje – to bodaj słowo najwłaściwsze – rzeczowo, acz nie bez emocji widocznej w warstwie dialogu – swoją prywatność: dziecięctwo, młodość i dojrzałość, jak też swoją zawodową karierę, zdawałoby się samo pasmo sukcesów, ale sukcesów nierzadko okupionych i opłaconych drogo. W opowieści, tu i ówdzie przetykanej anegdotą (żal, że nieco poskąpioną), dopełnionej w aneksie szkicami i opiniami ludzi teatru bądź związanymi z bohaterem więzami osobistymi, aktor, reżyser i dyrektor teatrów (Katowice. Lublin, Warszawa) z otwartością (niektórzy zarzucają mu zbytni ekshibicjonizm) gawędzi o ścieżkach życiorysu, nierzadko tłumaczy czytelnikowi swe wybory i decyzje, przytacza motywacje, zależności, uwarunkowania.

O Gogolewskim mawiano różnie, wypominając np. brak zaangażowania w solidarnościowym okresie „burzy i naporu”, szczelne „zamknięcie się w swojej” teatralnej rzeczywistości ( za co spotkał go środowiskowy ostracyzm), jakby celowe, wynikające z wygodnictwa, niedostrzeganie toczących się wokół zmian. Trudno komentować. Za to konsekwencji w zawodowym postępowaniu i obronie swych racji panu Ignacemu zazdrościć może niejeden. W jakimś stopniu książka rozwiewa niedopowiedzenia, wyjaśnia wątpliwości, pozwala na wyrobienie u czytelnika własnych ocen.

Gogolewski, zapamiętany przez kilka pokoleń jako jeden z bardziej wyrazistych amantów polskiego teatru, z nie mniejszym powodzeniem grający role charakterystyczne, w latach ostatnich jest świadectwem tego, iż podwaliny sukcesu w zawodzie artystycznym to, oprócz talentu, solidne profesjonalne wykształcenie (miał pan Inek szczęście do wybitnych mistrzów sceny) i rzemieślniczy, kultywowany perfekcjonizm (takiego rzetelnego podejścia do zawodu wymagał Gogolewski od kolegów aktorów, o czym mowa w książce, jako reżyser i dyrektor zespołów teatralnych). Jak dobre, ba! – wyśmienite wino jest aktor, któremu lat przybywa. Aktorstwo Gogolewskiego, o czym przekonuje chociażby z ostatnich ról w teatrach Polskim i Narodowym, pozostaje nieustająco takim smakowitym trunkiem.

Śpiewacy- wybrańcy dostają od boga dar zwany „Naturgesang”, specyficzną, jedyną w swoim rodzaju siłę i barwę głosu, wyróżniającą spośród innych, nawet bez zgrubnego oszlifowania jawiącą się diamentem. Ponoć głos każdego człowieka, utrzymują naukowcy, jest niczym linie papilarne – niepowtarzalny i w ciągu całego żywota zmieniający się niewiele. Gogolewski, aktor dramatyczny, otrzymał w darze timbre głosu z nutą (Rosjanie określają to precyzyjniej jako „prizwuk”) głębokiego rozmarzenia, gdzie każda samogłoska brzmi tak i tyle, na ile powinna, i znaczy tyle, ile świadomy tego aktor zamierza. Głos silny (że trzęsą się żyrandole), z bogatym rezonansem i (zniewalającym szczególnie niewiasty, z czego bez wątpienia korzystał) barw odcieniem. Nie wiadomo, ile prawdy w anegdocie o młodym Inku (w książce jej nie ma), lecz – jak rozpowiadano – każdy śmiertelnik z równym powodzeniem mógłby wdrapać się na artykulacyjne, dostępne Gogolewskiemu wyżyny, gdyby codziennie rano, zamiast klepać pacierze, od samego świtu recytowałby strofy „Kordiana”…

Krzysztof Rozner

„Od Gustawa-Konrada do…Antka Boryny” - promocja książki Ignacego Gogolewskiego, Klub Księgarza, 29 września 2008 godz. 18:00